-Zagrasz mi coś? O niczym innym tak nie marzę, jak o tym, żeby sam Zac Mann mi zaśpiewał na żywo face to face.
-Nie... - oznajmił chamsko.
-Zac'uś... proszę. - zrobiłam minę szczeniaczka.
-No dobra. Poczekaj pójdę po gitarę, a ty się rozgość. - Rozejrzałam się po pokoju i usiadłam na sofę odkładając torbę gdzieś na bok. Było tu dużo przestrzeni nie to co u mnie w pokoju. Chłopak przyszedł niosąc czarną yamahę. Usiadł obok mnie i zaczął śpiewać Burn. Miał piękny głos. Zaczęłam pstrykać palcami do rytmu i dorabiać 2 głos w niektórych momentach. Uśmiechaliśmy się niekiedy jak któreś z nas zrobiło głupią minę.
<Zac?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz