-Spagetti z sosem Bolognese. - powiedziałam do kelnera. Zac zamówił coś czego nazwy nie potrafię wymówić. Zajadaliśmy się w najlepsze. Znowu te 2 panienki. Poruszały tyłkami tak, że miałam ochotę wybuchnąć śmiechem, ale wtedy wyplułabym wszystko co mam w ustach. Dzień spędziliśmy całkiem nieźle. Ale impreza to było coś. Miałam na sobie ubranie które odkrywało więcej niż powinno. Szliśmy piechotą, bo to nie było daleko. Impreza odbywała się o u kolegi Zac'a
<Zac?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz