Nastała chwila ciszy. Spojrzałam na Emanuela.
-Masz rację. - Najwidoczniej trochę się zdziwił, że przyznałam mu rację. Chyba przez chwile, myślał, że się poddałam. Otóż nie ma tak łatwo ze mną. - Chodź.
Podniosłam się i spojrzałam na niego.
-Gdzie?
-Za miasto. - Uśmiechnęłam się i ruszyłam powoli w stronę budynku akademii.
Chłopak podniósł się i mnie podgonił.
-Nie sądzisz, że to dość spory kawałek aby iść na piechotę? - Zapytał.
-Sądzisz, że moje maleństwo jest wolne? - Zaśmiałam się.
Przystanął zdumiony.
-Ty sądzisz, że wsiądę na Twój motor?
-Motocykl... - Westchnęłam i przewróciłam oczami. "Czemu ludzie nie mogą się nauczyć, że mówi się motocykl, a nie motor?" zadałam sobie pytanie w myślach. - Liczę na to... Chodź będzie fajnie.
Zaczęłam go zachęcać.
Emanuel?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz