sobota, 21 marca 2015

Od Emanuela cd. Layli

- Czyli, mówiąc w skrócie jesteś ciekawska - powiedziałem, zamykając swój szkicownik, a ołówek schowałem do kieszeni od spodni.
- A ty jesteś jak widzę szczery - dopowiedziała, próbując mi chyba dopiec. Jednak ja wiedziałem, że taki jestem. Słyszało się to i owo na swoj temat. Jakim dziwadłem jestem, że ludzie nie dziwili się, czemu rodzice oddali mnie do sierocińca. Że może się brzydzili takiego potomka. Szczerze? Zwisało mi to. Nie interesowały mnie tak zwane "hejty" pod adres moich rodziców. Sam czasami coś o nich złego powiedziałem. Ale bez żadnych bluźnierstw. No chyba, że wcześniej coś wypiłem, to już byśmy musieli poruszyć kolejny temat.
Ehm. Znów odbiegam od realiów. A więc, wracając.
Musiałem coś odpowiedzieć dziewczynie. Bo przecież nie mogłem stać jak kołek i patrzeć tylko na nią, albo na swoje ręce.
- Jestem po prostu szczery do bólu. Nigdy nie kłamie, bo po co? Przecież kłamstwo na krótkie nogi, czyż nie? - dziewczyna niechętnie kiwnęła głową. - Kłamać mogę jedynie tutaj - zacząłem pukać palcami z szkicownik. - Ale tylko sam siebie okłamuje, bo nikt oprócz mnie tego nie widzi - wzruszyłem ramionami. Pogardziłem sobą w duchu. Dlaczego tak jej się spowiadałem? Byłem w kościele? Raczej nie. Chociaż... Może znów coś wypiłem i miałem jakieś dziwne halucynacje.
- To po co to robisz? - Spytała zdziwiona.
- Dlaczego robie co? Nie gadaj zagadkami. Nie lubię łamigłówek - burknąłem. Dziewczyna widząc moją tymczasową nieuwagę zabrała mi mój szkicownik.
- No właśnie to! - Odpowiedziała. - W takiej chwili się jedynie marnujesz.
- Wybacz, ale czy mogłabyś mi oddać moje rysunki? Ciekawość to pierwszy stopień do piekła, moja droga. A wolałbym cię po śmierci zobaczyć po tej lepszej stronie - powiedziałem z chytrym uśmieszkiem, jednak w duchu już się trochę niecierpliwiłem. Dziewczyna jednak oddała mi mój zeszyt. Odetchnąłem z ulgą. Na szczęście nie otwierała go. Lepiej dla niej.
- Dziwny jesteś.
- Nie dziwny. Po prostu jestem człowiekiem z dużym ego, którego nikt nie rozumie i musi chować po kątach - nie, to nie był opis mojej postaci. Za dużo książek, za duża wyobraźnia. - A może taki nie jestem? Trudne to - skończyłem wreszcie swoją wypowiedź i usiadłem znów na tej nieszczęsnej ławce. Dziewczyna usiadła obok mnie. Udawałem, że tego nie zauważyłem. Nie wiem czemu, ale lubiłem udawać kogoś, kim nie jestem. Jakbym był jakimś tanim aktorem. Musiałem z tym jak najszybciej skończyć.
- To jaki wreszcie jesteś? - Spytała wreszcie, z lekką rezygnacją w głosie. Oj, czyżby ta dziewczyna szybko się poddawała?
...
Dlaczego nie zwracam się do niej po imieniu?
...
- Na to odpowiedz sobie sama - powiedziałem, próbując jeszcze bardziej ją dobić, lub zdeterminować. Nie mogłoby być aż tak łatwo. Chciałem jej pokazać.siebie w dość dziwny sposób. Dziwny, ale zabawny. Ale to w swoim czasie. - Jak na razie jestem dla ciebie jedną, wielką niewiadomą, madame - dodałem uśmiechając się do niej.

Laylo?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz